
| Przygoda z Elbrusem |
| poniedziałek, 20 kwietnia 2009 08:02 | |||||||
Strona 1 z 3 Przygoda z ElbrusemMoja przygoda z Elbrusem zaczęła się gdzieś około marca, kiedy drogą najgłupszego w życiu fuksa trafiłam na człowieka, który nie dość, że był na Kaukazie w zeszłym roku, to w tym roku również się tam wybierał, ba, nawet miał ochotę mnie również tam zabrać. W ten właśnie sposób 16 sierpnia 1998 roku stanęłam u stóp Elbrusa, przy początkowej stacji kolejki. Było nas tam jedenastu Polaków (w tym dwie Polki) oraz bliżej nieokreślona liczba Rosjan, w każdym razie było ich mniej niż dziesięciu, a wśród nich nasz nieoceniony przewodnik Kola Zapakował nas wszystkich do kolejki i rozpoczęła się jazda do jednej stacji, do drugiej, potem przesiedliśmy się na wyciąg krzesełkowy i tak dotarliśmy na wysokość 3800 metrów, dotąd dla mnie kompletnie nieosiągalnej. Tam w bazie, tuż powyżej ostatniej stacji wyciągu, rozlokowaliśmy się w tzw. boczkach. Kola zaordynował, w ramach aklimatyzacji, wycieczkę do położonego czterysta metrów wyżej Prijutu 11 podobno najwyżej położonego schroniska w Kaukazie. Podczas wędrówki w górę, kiedy mijaliśmy kolejne fałdy terenu, które zasłaniały nam widok Prijutu, zdziwieni zauważyliśmy ciemny, gęsty dym bijący w niebo trochę dziwny jak na dym z komina, ale w końcu "to jest Rosja", jak odpowiadał nasz szef Jacek, na wszelkie komentarze dotyczące sytuacji, które zastawaliśmy podczas wyprawy. Tymczasem zza ostatniego podwyższenia wyłonił się Prijut. Szkoda, że nikt nie robił zdjęć, bo wyglądało to jak lądowanie kosmitów obły, trochę futurystyczny kształt schroniska z małymi okienkami, z których wydobywał się gęsty dym. Z daleka zobaczyliśmy, jak z górnych okienek wyrzucany jest sprzęt : plecaki, śpiwory, buty, po chwili zrzucono na dół linę, po której zaczęli zjeżdżać ludzie. Widziałam, jak pewien człowiek wyszedł przez górne okienko, nie zdołał utrzymać liny i spadł na ziemię, z całkiem poważnej wysokości. Później to chyba jego zwożono na toboganie do naszej bazy i później kolejką w dół. W każdym razie wyglądało to dziwnie niepoważnie, ci biegający wkoło ludzie, czasami w skarpetkach, po śniegu, krzyczący, w tej niezmierzonej i niewzruszonej scenerii górskiej... trudno to opisać. My oczywiście zaproponowaliśmy pomoc, ale kiedy okazało się, że najlepszym co zrobimy, jest możliwie szybkie zniknięcie i nieprzeszkadzanie, skwapliwie się do tego zastosowaliśmy i wróciliśmy do bazy z wielkimi oczami. ![]() Na zdjęciu obok znajomi Rosjanie, w tle tak obecnie wygląda Prijut 11   Na następny dzień przewidziana była wyprawa na Skałki Pastuchowa, jako kolejny etap aklimatyzacji, a potem, 18 sierpnia droga na szczyt. Bez wdawania się w szczegóły powiem tylko, że wtedy na szczyt nie udało się wejść, większość ekipy zeszła ze Skałek Pastuchowa, a reszta nie doszła nawet do przełęczy pomiędzy wierzchołkami. Tak więc generalny i decydujący atak na szczyt musiał odbyć się 19 sierpnia i to był termin ostateczny, dłużej tam nie mogliśmy siedzieć ze względów finansowo-żywnościowych.     19 sierpnia zerwaliśmy się raniutko o pół do trzeciej, spakowaliśmy trochę żarcia, przezornie nabraną wieczorem wodę z Plussszami, wzięliśmy latarki, założyliśmy raki i ruszyliśmy na podbój szczytu. Dookoła było zupełnie ciemno, tylko na stoku pobłyskiwały latarki ekip, które wyruszyły przed nami. Kopuły szczytowe niewyraźnie majaczyły się na tle nieba. W ciemnościach minęliśmy pozostałość po spalonym Prijucie, dająca się łatwo wyczuć silnym zapachem spalenizny. Zaczęło wstawać słońce. Na różowiejącym niebie widać było Wenus Gwiazdę Jutrzenki (wiem, bo mi właśnie wtedy ją kolega pokazał...). Kiedy doszliśmy do Skał Pastuchowa było już jasno. Tam zrobiliśmy dłuższy postój połączony z jedzeniem. Ponieważ przed wyjściem nie jadłam prawie wcale, więc na Skałkach rozsądek kazał mi wpychać w siebie czekoladę zupełnie bez apetytu, ale jadłam, żeby mieć energię do wejścia.
|
Ostatnio dodane
Najczęściej czytane
Mecenas Klubu

Â
Kto jest on-line
Naszą witrynę przegląda teraz 13 gościLogowanie

Copyright © 2007 - 2012 KW Bydgoszcz
Created by: Pozycjonowanie Bydgoszcz 






