logo

Aktualności Relacje z wyjazdów
Andaluzja – raj nie tylko winem i słońcem słynący…
Wpisany przez Tomasz Brylew   
Spis treści
Andaluzja – raj nie tylko winem i słońcem słynący…
Opis rejonów w El Chorro
El Chorro - informacje praktyczne
Andaluzja – raj nie tylko winem i słońcem słynący…

 

Rysunki na skałach

O El Chorro usłyszałem po raz pierwszy kilka lat temu, walczyłem wtedy ze słabościami na jednej z mocno wyślizganych podlesickich dróg. W bliskim sąsiedztwie z grawitacją zmagał się jeden ze wspinaczy, próbując pokonać kluczowe trudności.

- Co za „mydło” – krzyknął odpadając od ściany.

 - Ile ja bym dał, żeby znowu poczuć tarcie wapienia z El Chorro.

Jego przyjaciel z drugiego końca liny dodał:

 – No, i ten smak andaluzyjskiego wina…

Lampka w mojej głowie się zapaliła, dlatego zaraz po powrocie do domu sprawdziłem dostępne relacje z tego regionu i… stwierdziłem, że właśnie to miejsce będzie celem najbliższego wyjazdu w okresie zimowym…

…od tamtej chwili minęło kilka lat, podczas których moje wyjazdy – z różnych przyczyn - ograniczały się jedynie do krótkich eskapad w Tatry oraz do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. O słynnym rejonie Andaluzji jednak nie zapomniałem i podczas gdy cała Polska spoczywała w zimowym śnie, wraz z wieloletnim przyjacielem mknęliśmy „wspaniałymi” polskimi drogami w kierunku lotniska w Berlinie, snując domysły na temat warunków pogodowych i wspinaczkowych w El Chorro.

Centrum El Chorro

Prognozy, z którymi zapoznawaliśmy się w Polsce nie były najlepsze, podczas naszego wyjazdu (przełom stycznia i lutego) miało cały czas padać. Mieliśmy jednak nadzieję, że tak jak w naszych Tatrach oficjalne prognozy to jedno, a rzeczywistość to zupełnie inna bajka. Tak jak przypuszczaliśmy, pomimo, że pogoda nas nie rozpieszczała, mieliśmy jednak relatywnie dobre warunki, ale po kolei…

Nocna podróż do Berlina minęła spokojnie i nasze największe obawy, dotyczące rezerwowanego przez Internet parkingu z zapewnionym dowozem na lotnisko, zostały szybko rozwiane. Parking był na miejscu, kierowca po zainkasowaniu umówionej kwoty odwiózł nas na lotnisko i wczesnym porankiem wsiadaliśmy do samolotu lecącego do Malagi.

Pierwsze wrażenia po wylądowaniu – niebo bezchmurne i jak tu gorąco! Szybko ściągamy polary i soft-shelle, rzut okiem na termometr 18 stopni – nieźle się zapowiada nasza przygoda na dalekim południu Europy. Mając w pamięci opisy stosunkowo problematycznego wydostania się z lotniska udajemy się do piętro wyżej – do hali odlotów, skąd wychodzimy przed terminal i idziemy w prawo, w kierunku wejścia głównego do wielopoziomowego parkingu (oddalony jakieś 400 m od wejścia głównego do hali odlotów). Przechodzimy przez parking, kierując się w stronę kładki przez drogę (dobrze oznaczone wyjście na peron pociągu), która doprowadza nas prosto na przystanek miejscowej kolejki podmiejskiej.

Widok na nasz I obóz

Do El Chorro można dostać się na trzy sposoby: wynająć samochód (wariant drogi - ok. 20 Euro na dobę); pojechać pociągiem do stacji głównej Maria Zambrano (ostatni przystanek w Maladze), z tej stacji odchodzi jeden pociąg dziennie do „wapiennego raju” o godz. 18.43; pojechać pociągiem do stacji głównej, gdzie co pół godziny odchodzi kolejka podmiejska do Alory, skąd mamy 15 km do naszego celu wizyty.

Z racji wczesnej pory i małego zasobu pieniędzy, decydujemy się na wariant trzeci. Kupujemy bilet w automatycznej kasie do Alory (2,65 €, strefa 4, ważny 2 godziny !) i czekamy na kolejkę, którą dojeżdżamy do ostatniej stacji w centrum Malagi. Po ok. 30 min. Jedziemy w kierunku Alory, oglądając mijane wielkie gaje cytrusowe i podziwiając po piękne widoki. Wspomniane miasteczko jest ostatnią stacją kolejki podmiejskiej, więc nie trzeba się obawiać, że je ominiemy.

Stacja w Alorze wita nas jeszcze większym gorącem i senną atmosferą. Wychodzimy przed dworzec, spisujemy na wszelki wypadek nr telefonu do miejscowych taksówek, sprawdzamy na mapie przed dworcem, w którym kierunku znajduje się wyjazd w kierunku El Chorro (na forach wyczytaliśmy, że Hiszpanie chętnie zabierają na stopa), kilka fotek oraz pokrzepienie serc miejscowym trunkiem i wychodzimy do miasta. Po przejściu jakiś 300 m, zatrzymuje się samochód, w którym za kierownicą siedzi Anglik mieszkający na stałe w Alorze i oferuje nam podwiezienie do granic miasta (jakieś 2-3 km). Po krótkiej konwersacji dogadujemy się jednak, że podwiezie nas do samego El Chorro za jedynie 5€ od głowy, na co z wielką chęcią przystajemy.

Widok z namiotu

Jadąc strasznie krętą i wąską drogą obserwujemy otoczenie, coraz częściej zerkają na imponujący mur skalny, zbliżający się wraz z pokonywanymi kilometrami. Przed samą miejscowością nie możemy już oderwać wzroku od potężnych ścian wznoszących się na ok. 400 m, których szczyty giną w chmurach. Podekscytowanie sięga zenitu, gdy wysiadamy z samochodu. Ale lufa… myślę sobie i spoglądam na Michała, który nie może oderwać wzroku od skały.

- Niezła ściana? Co?

- Nie przypuszczałem, że będzie aż tak duża – odpowiedział.

- Ja też.

- Żałuję, że nie wzięliśmy liny podwójnej.

- Faktycznie szkoda – odpowiedziałem – ale może uda się zrobić na pojedynczej jakieś wielowyciągówki.

Fragment niesamowitego muru skalnego

Czuję, że ciarki przechodzą mi przez całe ciało (jak się później okazało, nie była to tylko oznaka podekscytowania, ale również zwiastun choroby, która miała mnie niebawem wyłączyć na kilka dni ze wspinania). Ruszamy dalej, najpierw w kierunku schroniska Refugio (nocleg 8 € bez śniadania, 10 € ze śniadaniem, później do Campingu El Chorro (7,40 € za osobę wraz z rozbiciem dwuosobowego namiotu). Tutaj niemiła niespodzianka – sjesta, która potrwa do 17, więc możemy pomarzyć o szybkim założeniu „obozu”. Po krótkiej naradzie (mając w pamięci relacje naszych pobratymców, że biwakowanie na dziko jest niedozwolone, ale powszechnie akceptowalne)  postanowiliśmy znaleźć przyjazne miejsce na rozbicie namiotu.

Dzięki uprzejmości Hiszpana spotkanego po drodze (mieszkającego w jednej z jaskiń, która służyła kiedyś za noclegi dla pasterzy, a obecnie jest wykorzystywana przez ludzi, chcących zrzucić kajdany cywilizacji i żyć całkowicie wolni), już po 20 minutach rozbijaliśmy namiot poniżej jego skromnego domostwa (życzliwość Hiszpanów nie zna granic), w efektownym otoczeniu palm daktylowych i potężnych agaw. Po założeniu obozu pierwszego i zjedzeniu ciepłego posiłku, doszliśmy do wniosku, że po całonocnej podróży nie mamy dzisiaj siły na wspinaczkę i poszliśmy na mały rekonesans po miejscowości, między innymi w celu zrobienia drobnych zakupów. Pierwszy dzień zakończyliśmy degustacją miejscowych win i piwa przy niedalekim akompaniamencie wyluzowanych hipisowskich bębniarzy, grających do pierwszej w nocy swój koncert.




 

Promujemy

Pogoda - Tatry

Pogoda w Tatrach

Pogoda - Karkonosze

Pogoda w Tatrach

Pogoda - Jura

Pogoda w Tatrach

Statystyki

Użytkowników : 259
Artykułów : 119
Zakładki : 6
Odsłon : 50725

Losowe zdjęcie

Pokaz slajdów

Mecenas Klubu

Mecenasi aktywnego stylu życia

 

Kto jest on-line

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 

Logowanie



Sonda

Pierwszy raz wspinałeś się...
 

Copyright © 2007 - 2010 KW Bydgoszcz

Pozycjonowanie Studio interaktywne SITAB Bydgoszcz